"Cuda się zdarzają. Niektórzy w to nie wierzą, ale to prawda." Walka z glejakiem IV stopnia

Prowadzona przez Organizację:
UbraniaDoOddania.pl
Data zakończenia:
01.07.2022
Warszawa

Zbiórka na leczenie immunologiczne w Kolonii w Niemczech.

Nasz tata to dusza towarzystwa. Wiecie, taki człowiek, któremu nigdy nie brakuje żartu (może nie zawsze trafia na 100%, ale zawsze coś znajdzie).

Gdyby nie on, to nie poznalibyśmy klasyki kina, muzyki, która nas ukształtowała. Każdego z nas namawiał też do sportu, bo jest z tych ludzi, którzy nie usiedzą w miejscu. To wyszło, co prawda z różnym skutkiem, ale zawsze przed latem, każde z nas myśli - " w tym roku zacznę biegać i w końcu wsiądę na rower".

Od kilku lat, w końcu zaczął spełniać się zawodowo. Tata pracuje w Domu Pomocy Społecznej w Brwilnie, gdzie opiekuje się osobami z niepełnosprawnością. Niesamowite, jak mimo ogromu ciężkiej pracy, z uśmiechem na twarzy można o niej mówić, ale to właśnie praca z ludźmi jest jego motorem napędowym. Potrafi godzinami opowiadać o swoich podopiecznych, a każdego z nich zna bardzo dobrze. Pamiętamy, jak kiedyś odwiedziliśmy w pracy tatę. Czuliśmy się trochę jak córki i syn celebryty. Każdy chciał nas poznać i przytulić, bo to rodzina Waldka. Mogliśmy zobaczyć na własne oczy, jak ważni są jego podopieczni i jak wiele im daje.

To wszystko stało się tak szybko, że chyba nadal jesteśmy na etapie szoku.

Zaczęło się od problemów z mową i bólu głowy. Tata zaczął przekręcać słowa, zapominać, mylić z innymi.

Umówił wizytę do neurologa na przyszły tydzień, ale już w sobotę w tym samym tygodniu mowa i rozumienie sprawiały tak duże trudności i w tak krótkim czasie postępowały, że musieliśmy wezwać karetkę. Na sorze tomograf i diagnoza - guz mózgu w lewym płacie skroniowym.

Szybko sprawdziliśmy w internecie i wszystko mówiło, że będzie to glejak. Wiecie, jak jest - " nie mamy potwierdzenia, może to coś innego."

Kilka dni okropnego oczekiwania i niestety otrzymaliśmy informacje po badaniu rezonansem, że jest to glejak, 3,7 cm - kwalifikujący się do operacji. Nie wiedzieliśmy jeszcze, którego stopnia.

Tata ze szpitala w Płocku, trafił na neurochirurgię w Warszawie do Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego. Odbyła się operacja, a guz został usunięty w całości. Wtedy dostaliśmy wstepną opinię lekarza, że jest to najpewniej glejak IV stopnia - najbardziej złośliwy. Po kilku dniach okazało się, że po operacji utrzymuje się obrzęk mózgu i dodatkowo powstał krwiak. Druga operacja przeszła dobrze. Tata wrócił na neurologię w Płocku. Po obserwacji pooperacyjnej został wypisany do domu. Zalecono radiochemioterapię i dalsze leczenie. Niestety, po kilku dniach pobytu w domu, mowa taty zaczęła się znacznie pogarszać, z wielkim trudem wypowiadał pojedyncze słowa. Pogorszyła się również jego koordynacja ruchowa. Wieczorem trafił karetką do szpitala z podejrzeniem udaru. Następnego dnia, po wykonaniu rezonansu okazało się, że powstała zmiana o wielkości 2,9 cm. Od pierwszej operacji minęło niecałe 5 tygodni. Tata ponownie trafił do Szpitala Bródnowskiego w Warszawie. W przypadku glejaka IV stopnia, jedyne dostępne leczenie w Polsce to radiochemioterapia, diagnoza jest jednoznaczna - do 12 miesięcy życia.

Jedyną szansą, którą mamy jest innowacyjna, nierefundowana terapia immunologiczna w Kolonii w Niemczech. Terapia polega na wzmocnieniu układu immunologicznego organizmu, który silniejszy nie pozwala na powstawanie nowych komórek nowotworowych.

Leczenie jest podzielone na trzy etapy trwające po 4 tygodnie. Koszt każdego z nich jest poza naszym zasięgiem, wynosi 30 000 euro (138 000 zł). Pierwsze dwa etapy muszą być wykonane w krótkim odstępie, dlatego tak ważny jest czas. Dodatkowe koszty to dojazdy do Kolonii i pobyt tam.

Charakterystyczną cechę glejaka IV stopnia jest jego duża agresywność oraz powstawanie nowych guzów w mózgu w bardzo szybkim czasie. Im wcześniej uda nam się rozpocząć terapię tym większa szansa na brak kolejnych zmian nowotworowych, a co za tym idzie przedłużenie życia naszego taty.

Będziemy nieopisanie wdzięczni za każdą złotówkę i za każde udostępnienie zbiórki.

Dziękujemy,

Żona Ewa, córki Danusia i Sylwia, syn Grzesiek