Trudna walka Krzysztofa o zdrowie

Prowadzona przez Organizację:
Fundacja Rycerze i Księżniczki
Data zakończenia:
30.09.2020
Warszawa

Krzysztof to pełen życia człowiek, który ostatnie 16 lat poświęcił w walce o życie i sprawność swojego wnuka Kacpra. Dzisiaj on sam potrzebuje pomocy… „Tuż przed świętami Bożego Narodzenia została wydana diagnoza- guz płuca. Skierowano mnie na operację, w czasie której usunięto mi guz wraz z płatem płuca.Obecnie nowotwór dał przerzut na kręgosłup. Jestem po radioterapii.” Pomimo pierwszych odruchów zwątpienia, Pan Krzysztof postanowił walczyć ze wszystkich sił i wszystkimi możliwymi środkami o swoje życie.

„Tuż przed świętami Bożego Narodzenia została wydana diagnoza- guz płuca. Skierowano mnie na operację, w czasie której usunięto mi guz wraz z płatem płuca.”

„Zostałem wypisany do domu z rozpoznaniem- nowotwór złośliwy: gruczolakorak G3 płuca niedrobno komórkowy. Obolały po operacji, z bólem przeszywającym mnie na wskroś wróciłem do domu. Rokowania na wyleczenie i szanse na dalsze życie były znikome. Lekarze dawali mi kilka miesięcy życia. Świat wirował mi przed oczami, życie legło w gruzach. Myślałem, że to tylko zły sen, z którego się szybko obudzę. Niestety rzeczywistość była brutalna. Kilka miesięcy po operacji ponownie znalazłem się w szpitalu z perforacją żołądka wywołaną silnymi lekami przeciwbólowymi, które przepisywali mi lekarze, aby choć trochę uśmierzyć ból nie do wytrzymania. Nie minęły dwa miesiące i ponownie prosto z SORu trafiłem na stół operacyjny. Usunięto mi kolejnego guza, który spowodował niedrożność jelit.” – opowiada Pan Krzysztof.

Kolejne rozpoznanie – to wtórny złośliwy nowotwór jelita cienkiego, przerzut raka płuca. Obecnie nowotwór dał przerzut na kręgosłup. Jestem po radioterapii.

Od pierwszej operacji minęły 3 lata. Mimo wszystko los dał Panu Krzysztofowi szansę. Pomimo nieustającego bólu i cierpienia nie chciał rozczulać się nad sobą. Myśl o rodzinie i wspaniałych wnukach dawała mu siłę.

„Przypomniałem sobie jak 16 lat temu walczyłem wraz z żoną o życie naszego pierwszego wnuka, który urodził się z rozszczepem kręgosłupa i lekarze nie dawali mu żadnych szans na życie. On przeżył i przeszedł 23 operacje. Nie poddał się, choć kilkakrotnie otarł się już o śmierć. Lekarze mówili, że nie widzieli noworodka z taką wolą życia. Porusza się na wózku inwalidzkim. Jest z nami od urodzenia. I dla niego postanowiłem nie poddać się, zawalczyć o życie i pokonać tego, „co chodzi do tyłu”. Podnoszę swój system immunologiczny preparatami dostępnymi na rynku i zalecanymi przez lekarzy. Są to wysokie koszty. Jeden z leków kosztuje 1000zł miesięcznie. Mam jeszcze coś do zrobienia w tym życiu i wam dla kogo walczyć, dla kogo żyć….” – wspomina Pan Krzysztof.

Pomimo pierwszych odruchów zwątpienia, Pan Krzysztof postanowił walczyć ze wszystkich sił i wszystkimi możliwymi środkami o swoje życie. Ogromnym wsparciem jest dla niego rodzina, która bardzo mocno zaangażowała się w leczenie i szukanie nowatorskich metod, ponieważ metody leczenia szpitalnego nie kwalifikowały Pana Krzysztofa do terapii celowanych molekularnie.

Na świecie są już badania wielogenowe w kierunku terapii celowanych molekularnie. Międzynarodowa firma szwajcarsko-węgierska świadcząca usługi diagnostyczne wykonuje badania molekularne z tkanki nowotworu, aby znaleźć geny „kierujące” rozwojem danego typu raka.  Z raportu wynika wtedy, jaką terapię celowaną można zastosować tylko w komórki nowotworowe. Polskie szpitale tego nie robią – ich terapie nie tylko niszczą chore komórki, ale przede wszystkim zdrowe, co w znaczny sposób obniżyłoby odporność Pana Krzysztofa.

„Leczenie zagraniczne jest jednak bardzo kosztowne- od 5 do 7 000 euro. A potem kolejne koszty leczenia, po wytypowaniu leku być może dostępnego tylko za granicą.  Warto jednak spróbować, bowiem nie ma niczego cenniejszego  jak zdrowie i życie. Mam już mało czasu na zebranie takich pieniędzy. Dlatego zbieram grosik do grosika. Wierzę, że dzięki Waszemu wsparciu moja górka grosików pomoże mi wygrać tę walkę, choć trudno jest prosić o pomoc dla siebie. Łatwiej jest pomagać innym…” – opowiada Pan Krzysztof.

„Bardzo proszę o pomoc. Jest duża szansa na ustawienie leczenia i pokonanie choroby. Tylko dzięki Waszemu dobremu sercu będę miał szanse pograć z wnukami w piłkę, patrzeć jak dorastają i pomagać wnukowi, który porusza się na wózku inwalidzkim.”

Dobro oddane powraca ze wzmożoną siłą.